česko-polská internetová stránka
  czesko-polska witryna internetowa

      home  |  aktuality/ aktualności | archiv | politika | O Czechach | O Polsku | Oferta/nabidka | inne/jine | kultura | linky - kontakt

kodowanie ISO-8859-2

św. Wacław

informację o Republice Czeskiej

Histroria Czech

informacje o Morawach

O Czechach

Święty Wacław - jeden z podstawowych symboli państwa Czeskiego. Symbol piękny a zarazem kontrowersyjny. Chrześcijański książę, wzór cnót, lecz zarazem prekursor uznawania politycznych wpływów sąsiada niemieckiego. 


Czesi mają podsłuchową aferę - w samochodzie posła Hojdara policja odkryła podsłuch (14.11.2003)
Co z tą nazwą Kłopoty z Czechami, Bohemią, Czeskiem, czyli spór o właściwą nazwę Republiki Czeskiej (31.10.)
Precz z tą konstytucją  - w Czechach i Słowacji rośnie niechęć wobec tzw. konstytucji europejskiej (22.10.)
Tesco ma kłopoty - siec supermarketów TESCO w konflikcie z sądami
Mafia i komuniści - w Republice Czeskiej działa rosyjsko języczna mafia. Lecz komunistom już chyba nie wszystko wolno. (29.8.2003)
Klaus pokazuje pazury - prezydent zawetował ustawę o podwyższeniu podatku VAT
Premier ogłasza koniec wojny światowej -  Czesi powiedzieli w referenndum TAK Unii Europejskiej
Klaus nie agituje - czeski prezydent nie prowadzi kampanii referendalnej
Niemcy mają w Pradze dwie ambasady - Niemcy sudeccy otwarli w Pradze swe biuro, nie za bardzo legalnie
W

 Co z tą nazwą?

W języku chińskim wygląda poprawna nazwa kraju, który nazywamy potocznie Czechy,  tak:. Wymowa brzmi: [Ťié-kché] jié kè [džé ke]. Po arabsku: جمهورية التشيك.  Sprawa jest, wbrew pozorom, poważna, gdyż tak naprawdę Czechy to pojęcie określające tylko właściwe Czechy, czyli nie cały obszar Republiki Czeskiej. Morawy i Śląsk to nie Czechy! Ziemie te (a warto wiedzieć, iz Morawy mają starszą historię aniżeli właściwe Czechy) należą do Republiki Czeskiej, co do tego nie ma żadnych wątpliwości, lecz nie można się dziwić zastrzeżeniom naukowców lub obywateli Moraw - mianowicie temu, iz używanie wyrazu Czechy jest w odniesieniu do państwa czeskiego zawężające i wobec tego niedokładne. Czechy niech zostaną Czechami, ale jako całe panstwo - twierdzą czescy geografowie i językoznawcy, ale trzeba wyodrębnić tą część państwa, która od dawien dawna jest faktycznie tożsama z Czechami. Językoznawcy proponują wyraz Bohemia. W języku polskim powinniśmy więc mówić: jadę do Bohemii, kupiłem to w Bohemii - w ten sposób dokładnie określamy teritorium Czech włąciwych, nie mieszając w to Moraw i Śląska..

W języku czeskim zadomowiło sie słowo Česko (dla całego państwa, po czesku - Czesko - brzmi tak samo jak np. Polsko, Norsko, Slovensko itd.) obok wyrazu Čechy (Czechy), przeznaczonego (historycznie i zwyczajowo) dla Czech właściwych. Czesko budziło sporo kontrowersji, bo brzmi nieco rubasznie, ale obywatele جمهورية التشيك   szybko się do tego słowa porzyzwyczaili. Czescy  geografowie i językoznawcy opracowali w 1998 roku Stanowisko, w którym jednoznacznie polecają, by używano wyrazu Czesko, w Stanowisku są także obcojęzyczne zalecane wyrazy określające jednowyrazowo Republikę Czeską. Dla języka polskiego zalecają wyraz Bohemia, którym okreśłalibysmy Czechy właściwe, gdyż Czechy są już przyjęte dla całej Republiki Czeskiej. Istnieją jednakże także odrębne propozycje - w tym np. Czechia, która nie zdobiła poparcia w Stanowisku.

Warto się nad tym zastanowić. Jeżeli Czytelnicy tego tekstu mają jakieś propozycje, uwagi lub cokolwiek do powiedzenia w tej kwestii, to zachęcam do zabrania głosu  - ciekawe uwagi  będą tu publikowane. 

imagemailto: cepol@o2.pl

  •  M.Gadomski napisał propozycję: Czeskomorawsko

z tekstu Leoša Jelečka, który o tym zagadnieniu pisał: "Navrhoval se i název Českomoravsko. Pak by politický název našeho státu musel být Českomoravská republika. Názvy státu se však z názvu jeho částí neskládají ani neodvozují. Jak by bylo asi „hezké", kdyby se Německo nazývalo např. Bavsashesbaden"? V logice těch, kteří nazývají Českou republiku „Čechy", by se Německo mohlo nazývat např. Bavorsko či Sasko. Nekterí Češi žijící na Moravě - Moravané (sčítání lidu v r. 1991 vlastně kodifikovalo „národy" Moravský a Slezský) argumentovali a argumentují, že v názvu Česko se „ztrácí Morava". Že se však Morava „ztrácí" v oficiálním názvu Česká republika jim však vubec nevadí."

 

 


Mafia i komuniści

Podczas gdy czeskie urzędy imigracyjne skutecznie gnębią Czeczeńców lub pojedynczych obywateli innych państw, którym skutecznie przeszkadzają w zamiarze osadzenia się w Republice Czeskiej, na terenie Czech bezkarnie operują liczne grupy mafijne z państw byłego Związku Sowieckiego. Mówi o tym doroczny raport Służb Specjalnych (BIS). Rosyjskojęzyczne oraz ukraińskie grupy przestępcze korzystają z świetnej znajomości terenu oraz „wiedzą, jak swój pobyt legalizować, mają powiązania z strukturami oficjalnymi państwa i próbują kontaktować się z osobami, które są w stanie wraz z nimi uprawiać proceder korupcyjny.” Grupy te są czynne np. na rynku z nieruchomościami, gdzie uzyskały (podstawione przez nich firmy) duże wpływy. BIS ostrzega, iż istnieją powiązania pomiędzy wspomnianymi strukturami i terroryzmem międzynarodowym. W 1997 roku ujawniono, iż w Republice Czeskiej Rosjanie mieli dwa i pół tysiąca agentów oraz 1 200 tzw. martwych skrzynek. Pomimo, iż BIS tego rodzaju raporty regularnie publikuje od 1996 roku i zalewa nimi prezydenta (prezydent Havel otrzymał np. 19 alarmujących raportów), oraz inne organy państwa, to wymiary infiltracji państwa i strefy przedsiębiorczej strukturami mafijnymi i agenturalnymi powiększają się. Czeska BIS może tylko zbierać i analizować informacje. Nie ma uprawnień operacyjnych. W raporcie kontrwywiadu jest mowa o tym, iż wiele spraw obecnie bada policja, ale podobne wzmianki były także w poprzednich raportach i nic z tego nie wyniknęło. Tak więc takie gangi jak mukaczewski, ługański czy lwowski, ale przede wszystkim groźna grupa Solncewska (jedna z najmocniejszych grup przestępczych w Federacji Rosyjskiej) mogą sobie w Czechach bezkarnie uprawiać legalne i inne interesy. BIS tylko monitoruje ich poczynania, więcej nie może.

Na szczęście nie wszyscy w Czechach śpią.

Czeska prokuratura po raz pierwszy od 13 lat zauważyła, iż propagowanie komunizmu można potraktować jako przestępstwo i zaskarżyła 26 letniego publicystę Davida Pěchę. 26 sierpnia rozpoczął się w sądzie powiatowym w Šumperku jego proces. Pěcha w swoich artykułach w komunistycznej gazecie „Pochodeň” (Pochodnia) w latach 1999 i 2000 nawoływał do przywrócenia reżimu komunistycznego, nacjonalizacji przedsiębiorstw nawet w drodze przemocy. To jest według Kodeksu Karnego „propagacja ruchu zmierzającego do tłumienia praw i wolności obywateli” i karane pozbawieniem wolności na okres od 3 do 8 lat. Przed budynkiem sadu pikietowały dwie grupy – komuniści i antykomuniści. Ci pierwsi rozwinęli transparent „Nie dla procesów politycznych”, podczas gdy antykomunisci oznajmiali: „To konsekwencja aksamitnego przekrętu”. Proces Pěchy jest w ogóle piewszym przypadkiem, kiedy wspomniany przepis Kodeksu Karnego został zastosowany wobec komunisty a nie skinheadów. Tak więc w Czechach jest formalnie rzecz biorąc komunizm karalny, ale w parlamencie zasiada liczny klub poselski Komunistycznej Partii Czech i Moraw. Statut partii jest tak sprytnie napisany, iż z punktu widzenia prawa nie można się do niego doczepić, mimo że wszyscy wiedzą na co komuniści nawiązują.

Sąd z bolszewickim publicystą będzie kontynuowany w drugiej połowie września i o wynikach czytelnicy Naszej Polski zostaną poinformowani.

 

Vladimír Petrilák, dla pisma Nasza Polska. 29.8.2003

Klaus pokazuje pazury - prezydent zawetował ustawę o VAT

Prezydent Czech, Václav Klaus, 18 lipca po raz drugi w swej krótkiej karierze głowy państwaprezydent Klaus zawetował ustawę. Pierwszy raz, kiedy sięgnął po to narzędzie, chodziło o ...małpki. Tym razem stawka jest o wiele wyższa. Czeski prezydent to prawicowy konserwatysta, a praski rząd ma polityczny kolor odwrotny - jest to koalicja Socjalistów, Ludowców i liberałów z Unii Wolności. Przewagę w gabinecie V.Špidly mają socjaliści - pozostali koalicjanci odgrywają rolę statystów. Prezydent Klaus obiecywał po swojej elekcji, iż nie będzie rzucać kłód pod nogi rządowi, że nie chce wpływać na bieżącą politykę i dotąd z obietnicy tej doskonale się wywiązywał. Pierwszym naruszeniem tej zasady (z punktu widzenia rządu) było prezydenckie weto do ustawy o ogrodach zoologicznych - wiosną br. parlament przegłosował ustawę, w której zapisano cały szereg ulg i wyjątków dla ogrodów zoologicznych - Klaus zareagował jak rasowy ekonomista - odrzucił przepis ze względu na ulgi i wyjątki, które jego zdaniem psują prawo. Jak wówczas stwierdził, nie zrobił tego, by “zaszkodzić małpkom”, ale z szacunku dla czystości systemu.

Dodajmy, iż pierwsze weto prezydenta Izba Poselska odrzuciła. Z drugim będzie już trudniej.

Jednak lipcowe weto jest o wiele bardziej doniosłe - tym razem nie chodzi o małpki, ale o wszystkich: o budżet, o rozwój gospodarczy, o przetrwanie lewicowo-centrystycznego rządu.

Chodzi o podatki, a ponieważ sytuacja gospodarcza Czech po prawie sześciu latach rządów lewicy jest w dosyć opłakanym stanie, chodzi dokładnie o podnoszenie podatków. Powiększa się przysłowiowa dziura budżetowa, a w następnym roku drastycznie wzrosną wydatki budżetowe w związku z planowanym wejściem Czech do Unii Europejskiej. Gabinet V.Špidly szuka więc na gwałt pieniędzy. Najłatwiejszym sposobem jest wyciągnięcie ręki państwa po podatki pośrednie, czyli VAT. Dlatego też podczas głosowania nowelizacji odpowiedniej ustawy w maju br. jeden z posłów socjaldemokracji niespodziewanie i w trybie zgłoszenia poprawki zaproponował nagle podwyższenie podstawowej stawki podatku VAT z 5 do 22 proc. Podwyżka dotyczyłaby usług telekomunikacyjnych, usług prawnych, biur pośrednictwa nieruchomościami oraz 40 kolejnych artykułów przemysłowych i usług. Kasa państwa miałaby się po tym zabiegu wzbogacić o 11 mld. koron. Ta nieoczekiwana propozycja (nieuzgodniona nawet z partnerami koalicyjnymi) była tak naprawdę testem siły rządu przed wiele ważniejszymi decyzjami. W przedostatnim tygodniu lipca bowiem rząd złożył w parlamencie projekty jedenastu ustaw, czyli cały pakiet, który zapowiada wielką reformę finansów publicznych. W pakiecie nie chodzi już o oszczędności w wydatkach państwa rzędu dziesiątek miliardów koron, lecz setek. Gdyby nie weto prezydenta dotyczące tej pierwszej, wstępnej ustawy, można by było powiedzieć, iż wszystko idzie dobrze. Ale Klaus skomplikował żywot koalicji.

Premier Špidla natychmiast zarzucił prezydentowi, iż zachowuje się jak polityczny przywódca, a nie jak ponadpartyjny prezydent, przypomniał weto do ustawy o ogrodach zoologicznych ze słowami, iż do czegoś takiego prezydent rzekomo nie był uprawniony!

Ekonomiści, do których trzeba w końcu zaliczyć także prezydenta, uważają, iż podnoszenie VATu jest zgodne z intyeresem gospodarczym państwa. Sęk w tym, iż zdaniem ekspertów wyższy podatek pośredni trzeba zrekompensować znaczącą obniżką podatków bezpośrednich, czyli np. dochodowego. Rząd wprawdzie w ramach swej tzw. reformy finansów publicznych coś takiego proponuje, ale chodzi jedynie o kosmetyczną obniżkę podatku dochodowego dla osób prawnych, która w żadnym przypadku nie rekompensuje wyższych kosztów związanych z drastycznym podwyższeniem VATu.

Proponowana przez koalicję podwyżka oznaczałaby w praktyce wzrost obciążeń budżetu każdej rodziny o ponad 3000 koron, a w przypadku rodziny wielodzietnej o ponad 4 000 koron (przeszło 500 zł.)! Obliczenia te uwzględniają tylko 17 proc. podwyższenie VATu (z 5% na 22 proc.), a należy zaznaczyć, iż pakiet ustaw reformujących finanse publiczne zawiera cały szereg cięć, podwyżek i sprowadza się ogólnie rzecz biorąc do generalnego zaciskania pasa. Cięcia mają dotyczyć emerytur, opieki społecznej, zasiłków chorobowych, odpłatności za usługi medyczne itd.

Socjaliści twierdzą, iż reformę trzeba rozpocząć teraz, bo inaczej do dziesięciu lat cały system się zawali. Diagnoza ta jest prawdopodobnie prawdziwa, ale gwoli ścisłości trzeba dodać, iż rozmiar koniecznych oszczędności byłby o połowę mniejszy, gdyby Czechy nie wchodziły do UE. Należy pamiętać o tym, iż socjaliści sprawują władzę już od 1998 roku i nie zrobili dotąd nic, by uzdrowić finanse publiczne, mimo że mieli świadomość katastrofalnych konsekwencji swej dotychczasowej polityki . Dla zilustrowania przytoczę kilka podstawowych faktów : podczas rządów prawicy stopa bezrobocia wynosiła 6 proc., a wzrost gospodarczy 5 proc., obecnie bezrobocie przekroczyło 10 proc, natomiast wzrost PKB to cyfra rzędu 2 proc. Socjaliści podwoili także zadłużenie państwa.

Podstawowym problemem reformy finansów publicznych gabinetu Špidly jest fakt, iż nie jest to tak naprawdę kuracja, która mogłaby cokolwiek poprawić - jej skutkiem będzie jedynie oddalenie katastrofy w czasie. Nie ma w niej np. żadnych bodźców rozwojowych, a wręcz przeciwnie - zakłada ona, iż ciężar zasilania budżetu państwa zostanie w dużym stopniu przeniesiony na drobnych przedsiębiorców. Chodzi po prostu o wyższe i surowsze opodatkowanie tychże, co w ostatecznym efekcie może zmusić ich do przejścia na bezrobocie...

W lipcu rząd przeforsował przepchnięcie pakietu przez tzw. pierwsze czytanie w niższej izbie parlamentu. Udało mu się to pomimo utraty większości parlamentarnej. Tuż przed głosowaniem pakietu szeregi klubu socjaldemokratycznego opuścił jeden poseł, twierdząc iż reforma jest zaprzeczeniem programu wyborczego socjalistów. Faktycznie - w programie wyborczym socjalistów nie było cięć budżetowych i drakońskich podwyżek.

To samo mogliby powiedzieć politycy Unii Wolności i Partii Ludowej - ci pierwsi weszli do parlamentu z obietnicą walki o obniżanie podatków, a teraz robią coś dokładnie odwrotnego, bo chodzi im o to, by zostać w rządzie, czyli u koryta. Ale także wśród posłów tej partii jest kilku takich, którzy czytali partyjne obietnice przedwyborcze i zamierzają żyć w zgodzie z własnym sumieniem.

Weto prezydenta Klausa do ustawy o VAT jest początkiem gorących chwil rządu - gabinet Špidly bowiem związał z losem pakietu reform kwestię swego przetrwania. Najsilniejsza partia opozycyjna - Obywatelska Partia Demokratyczna (ODS) ogłosiła, iż jesienią, kiedy ustawy te będą rozpatrywane w drugim i trzecim czytaniu, zaatakuje i spróbuje obalić rząd. ODS ma także przygotowany własny projekt koniecznych reform, który według ich zapewnień spełnia jeden podstawowy warunek - jego realizacja rozrusza gospodarkę i zapoczątkuje wzrost.

Jeżeli jesienią upadnie rząd, to nadejdzie wielka chwila prezydenta Klausa, gdyż w takich sytuacjach - zgodnie z Konstytucją - głowa państwa odgrywa nader ważną rolę. Gdyby miały miejsce wybory przedterminowe, to według wszelkich badań opinii publicznej największe szanse na zwycięstwo (i to duże) ma ODS.

V.Petrilák Napisane dla "Nasza Polska"

Premier ogłasza koniec wojny światowej

Czeski premier Vladimír Špidla w reakcji na wyniki referendum, o przystąpieniu do Unii Europejskiej oświadczył: „To dla Czechów ostateczna kreska pod wynikami drugiej wojny światowej.” (DPA 15.6.03) Z jego kolejnych słów wynika, iż niepowodzenie referendum byłoby równoznaczne z kontynuacją działań wojennych, była by to bowiem „tragedia narodowa”. Całe szczęście dla premiera, który niedawno musiał szukać nowego ministra obrony, bo ten poprzedni nie chciał pracować w warunkach ciągle się uszczuplającego budżetu, że kwestia zbrojeń nie jest już taka ważna. Referendum wygrane, nadchodzi więc epoka „pokoju, wzrostu i stabilności” (DPA).

Większość Czechów w referendum, które odbyło się 13 i 14 czerwca, głosowała za wejściem do Unii Europejskiej. Oto podstawowa wiadomość z Republiki Czeskiej. Potężna kampania rządowa, która kosztowała 200 milionów koron (z czego nic nie dostali przeciwnicy integracji), pomimo powszechnego narzekania na jej jakość, przyniosła więc spodziewany efekt. Rzeczywistość, jak to bywa, jest troszkę bardziej skomplikowana.

Z przeszło 8 mil. uprawnionych wyborców za wejściem opowiedziało się 3 i pół miliona Czechów. Czyli właściwie 42 proc., to jest po Węgrzech drugi najgorszy wynik. Ale to są dane względne. Frekwencja bowiem wyniosła 55 proc., za głosowało 77, przeciw 23 proc. z tych, którzy pofatygowali się do urn. Poparcie dla integracji wśród głosujących rozłożyło się równomiernie, nie ma więc jakiejś grupy społecznej, która wyróżniała by się w jakiś szczególny sposób. Za są studenci i emeryci, rolnicy i przedsiębiorcy, słowem: wszyscy. Dotąd nie ma danych na temat owych 23 proc. przeciwników oraz tych, którzy nie poszli do urn. W powszechnej euforii o nich jakoś zapomniano.

Opcja prointegracyjna to potężny obóz, w którym miszczą się wszystkie partie parlamentarne (poza Komunistyczną Partią Czech i Moraw, która jako jedyna poleciła swoim wyborcom głosować NIE), kościół katolicki (arcybiskup Vlk wyraźne TAK powiedział 12. czerwca, apelując na wszystkich katolików, by poparli integrację) oraz cały szereg organizacji pozarządowych. Oczywiście zdecydowana większość frontu kulturalnego również poparła przyłączenie Czech do struktur brukselskich.

Neutralność cechowała postawę prezydenta Václava Klausa. Ten, pomimo że jest zwolennikiem przystąpienia Czech do UE, nigdy podczas kampanii nie powiedział jak on sam będzie głosował ani też w swoim orędziu do obywateli nie powiedział wprost, jak obywatele mają głosować. Apelował tylko, by Czesi poszli do urn, polegając na ich swobodnej woli i zdrowym rozsądku.

Po oddaniu głosu Klaus powiedział jedynie: „na pewno głosowałem właściwie.”

Można więc powiedzieć, iż eurorealistyczny prezydent (znany z krytyki socjalistycznych tendencji w UE) zachował się jako prezydent wszystkich Czechów, tzn. nie włączył się do politycznej propagandy, zachował ponadpartyjną neutralność i nie sugerował wprost, jak obywatele mają postąpić.

Uszanował poglądy mniejszej części narodu, która sprzeciwia się wejściu do struktur brukselskich.

Także po referendum, kiedy zapanowała atmosfera euforii, Klaus z typową dla siebie trzeźwością stwierdził: „Przed nami jest normalny dzień powszedni, ... nikt naszych problemów nie rozwiąże za nas, jak to niestety w tym przedreferendalnym porywie niektórzy obiecywali.” (idnes, 16.6.03)

Trzeba zauważyć, iż prezydent do niedawna współpracował z Centrum Ekonomii i Polityki (CEP), czyli niezależnym instytutem, który zajmuje się badaniem gospodarki i polityki. CEP opublikował cały szereg artykułów i broszur, w których ostro krytykuje się socjalistycny brukselizm, wymowa tych dokumentów jest raczej antyunijna.

Także częśc polityków Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS), najsilniejszego ugrupowania prawicowego, którego szefem do 2002 roku był V.Klaus, opowiedziała się przeciwko integracji z UE. Ekspert tej partii ds. polityki zagranicznej, Jan Zahradil, poseł czeskiego parlamentu, jest członkiem Konwentu Europejskiego. I to właśnie on postarał się o mniejszą sensację tuz przed referendum. 12 czerwca, czyli w dzień przed czeskim referendum i niedługo przed zakończeniem prac nad tzw. Konstytucją europejską, Zahradil bowiem opuścił obrady konwentu uskarżając się na „manipulacje” oraz protestując przeciwko powstającym podwalinom dla europejskiego superpaństwa. Być może ten spektakularny gest był ukłonem w stronę eurosceptyków, prawie niewidocznych w czeskich mediach oraz w trakcie kampanii przedreferendalnej.

Obóz przeciwników integracji w Czechach jest słaby, nie ma do dyspozycji tak potężnego medium, jakim jest Radio Maryja, nie ma żadnego oparcia w strukturach politycznych (ODS jako całość jest ZA wejściem), z pieniędzy przeznaczonych na kampanię przedreferendalną nie otrzymał ani koronę. Do tego obozu można zaliczyć także komunistów, ale pozostali eurosceptycy z tą partią z zasady nie komunikują. Eurosceptycy mogli więc swoje poglądy szerzyć za pomocą jednej broszury pod tytułem NIE, NIE, NIE, ulotek i internetu.

Do tego obozu można zaliczyć konserwatystów, ultrakatolików – tradycjonalistów, i środowisko liberalnych ekonomistów (CEP oraz Instytut Liberalny). Ponad milion głosów przeciw integracji można odebrać jako niezły wynik eurosceptyków, niewspółmierny do środków jakimi dysponowali. Nie można pominąć faktu, iż prawie połowa narodu nie skorzystała z prawa wyborczego.

Od 1998 roku w Czechach rządzą socjaliści, gospodarka więc stagnuje, rośnie bezrobocie.. Wcześniej były prezydent Havel rozpoczął potężną kampanię, której celem było przekonanie Czechów, iż żyją w marazmie, że wszędzie jest mafia, że czeska rzeczywistość to bagno. Socjaliści retorykę Havla przemienili w rzeczywistość. Główny Urząd Statystyczny po referendum ogłosił, iż dług państwowy w porównaniu z 1997 rokiem ... podwoił się. Zdaniem analityków tendencja jest groźna i za parę lat z tego może wyniknąć katastrofa Czesi więc wiążą z Unią nadzieję na poprawę. Ale na ulicy i w knajpach słychać, iż motywacją głosowania na tak była raczej troska o los dzieci, brak wiary, iż poprawa nadejdzie szybko. Argument zwolenników wstąpienia brzmiał także następująco: Przecież nie zostaniemy wyspą wśród krajów UE. Taką wyspą (demokracją otoczoną państwami niedemokratycznymi lub mniej demokratycznymi) Czechy już były w okresie międzywojennym i nic dobrego z tego nie wyniknęło.

Czeskie TAK nie jest więc zbyt mocne, najprawdopodobniej Czesi zaliczą jeszcze jedno referendum – Obywatelska Partia Demokratyczna postuluje bowiem, by w plebiscycie zadecydowano także o tym, czy Czechy akceptują Konstytucję Europejską. Szef ODS, senator Topolánek, na pytanie co się stanie jeżeli konstytucja nie zostanie przez wyborców zaakceptowana, odparł : to nie będziemy w UE...

Vladimír Petrilák, poniedziałek, 16. czerwca 2003, 

 

Klaus nie agituje

 

W Czechach, podobnie jak w Polsce, rozkręca się kampania prounijna, gdyż 13 i 14 czerwca odbędzie się referendum w tej sprawie. Ministerstwo Spraw Zagranicznych przeznaczyło na ten cel ponad 200 milionów koron, w tym pięć i pół miliona otrzymały organizacje społeczne, do których można zaliczyć także przeciwników wejścia do Unii. Ale te najbardziej radykalne organizacje sprzeciwiające się połączeniu z strukturami brukselskimi nie dostały nic, bo ministerstwo określiło ich podanie jako "formalnie błędne". Organizacje poszkodowane decyzją ministerstwa zamierzają wnieść sprawę do Sądu Konstytucyjnego.

Czeskiej propagandzie prounijnej brakuje jednakże jednego istotnego gracza, takiego który np. w Polsce określa kształt brukselskiego prania mózgów. U boku rządu oraz innych organizacji pragnących widzieć Czechy w strukturach unijnych nie stanął bowiem prezydent Václav Klaus. Jest on wprawdzie zwolennikiem akcesji, ale nie uważa za konieczne, by głowa państwa na placach i w salach szkolnych (lub innych) przekonywała obywateli do głosowania za wejściem do UE. Prezydent w wywiadzie dla austriackiej gazety Die Presse (25.4.2003) zauważył, iż wystarczającym poleceniem dla obywateli z jego strony jest to, iż osobiście złożył swój podpis w Atenach. Tym nie mniej czeski prezydent doskonale zdaje sobie sprawę z tego, iż nie wszystko w unii jest cacy, uważa, że tak naprawdę mało kto wie "co na tych 5 000 stronach umowy jest napisane. Także politycy tego nie wiedzą. Wiedzą to tylko nieliczni biurokraci w ministerstwie spraw zagranicznych albo w Brukseli". Klaus dostrzega potrzebę "poważnej debaty o Unii Europejskiej, gdyż jedno jest pewne: wejście do Unii Europejskiej jest jak moneta, która ma dwie strony."

Klaus więc widzi sprawy zupełnie inaczej niż, powiedzmy, europejski komisarz ds. rozszerzenia Guenter Verheugen, który 5 maja w Bratysławie stwierdził: "Jest słuszne i normalne, iż w Słowacji nie mółwi się oficjalnie o minusach Unii Europejskiej" (za agencja SITA). W wspominanym wywiadzie dla Die Presse Klaus wytyka Unii, iż "nie mówi się o deficycie demokracji. To nie jest wyłącznie moje zdanie, co jest mi często przypisywane i demonizowane. Jest to normalny pogląd Europejczyków za wyjątkiem biurokratów." Czeski prezydent skrytykował również pracę Konwentu Europejskiego, który obraduje nad kształtem przyszłej Konstytucji Europejskiej. Václav Klaus jest bowiem zdecydowanym przeciwnikiem europejskiego superpaństwa ", a Konwent zmierza właśnie w tym kierunku".

Jeszcze dobitniej swe poglądy prezydent Czech sformułował w Monachium 2 maja. W swoim przemówieniu na Forum gospodarczym ostro krytykował integrację narzuconą z góry, która, jego zdaniem, ogranicza znaczenie państw narodowych i stanowi poważne zagrożenie dla gospodarki rynkowej. Zastrzegł, iż „nie krytykuje procesu integracyjnego jako takegoi, lecz jego obecny unionistyczny i twardo instytucjonalny charakter”.

Na obradach forum zajmującego się kwestią, w jaki sposób spowodować szybszy wzrost gospodarczy na starym kontynencie, czeski prezydent apelował, by Europa bardziej uważnie wsłuchiwała się w USA. Podkreślił konieczność dbania o żywe stosunki transatlantyckie pomiędzy Europą i Stanami Zjednoczonymi, a za najważniejsze Klaus uznał „przejmowanie myśli i ideologii, stylu życia, etyki pracy, pracoholizmu oraz odwagi”.

Gdy V. Klaus został dosyć niespodziewanie wybrany prezydentem Czech w Europie od razu podniesiono alarm, iż Czechy będą teraz ksenofobiczne, nacjonalistyczne, antyeuropejskie. Nowy gospodarz Praskiegpo Hradu udowodnił, iż nie zmienia poglądów wraz ze zmiana stołka i – co prawda, to prawda - nie ułatwia życia euroentuzjastom. Jakby na dowód przypisywanego mu nacjonalizmu za pośrednictwem swego sekretarza oznajmił, iż najbliższa zmiana prezydenckich samochodów (na Hradzie są Audi, Mercedesy i Saaby) oznaczać będzie powrót do czeskiej marki Škoda (produkuje ona luksusowe limuzyny, Superb), gdyż niewyobrażalnym jest, by głowa państwa korzystać z samochodów obcych marek.

Ten gest można zapewne zaliczyć bardziej do spektakularnych, ale zawsze obowiązuje reguła, iż góra ma być wzorem – czego oczywiście nie sposób odnieść do normalnych „elit politycznych”, ale prezydent Klaus aspiruje do pozycji męża stanu i jest na najlepszej drodze, by sobie taką pozycję zapewnić. Nawet niechętne mu ośrodki badań opinii publicznej (Klaus wielokrotnie kwestionował sondaże, ich wartość i relewancję) ogłosiły, iż po tym, jak objął urząd prezydencki gwałtownie wzrosła jego popularność wśród Czechów (w styczniu miał 35 proc. popularności, natomiast obecnie 60 / dane CVVM z 6. maja br.). Równocześnie radykalnie maleje popularność socjalistycznego premiera ( euroentuzjasty) Vladimíra Špidly.

Spośród krajów kandydujących do brukselskiego towarzystwa Czesi wraz z Estończykami należą do najbardziej ostrożnych. Co prawda wszystkie ośrodki zapewniają, iż nad Wełtawą zwolenników wejścia do UE jest więcej niż przeciwników (ostatnie sondaże – 80 proc. za), ale duży autorytet prezydenta, który traktuje obywateli na serio i nie wmawia im, co mają myśleć, może przemówić do dużej liczby niezdecydowanych wyborców. Chodzi o to, iż Václav Klaus, w przeciwieństwie np. do cytowanego wyżej Verheugena, nie owija w bawełnę. Tak więc Czechów prezydent nie bałamuci i mówi wprost: „przystąpienie do Unii Europejskiej oznacza daleko idącą utratę suwerenności – nie zaprzeczam. To jest tak oczywiste, że wie o tym każde małe dziecko.” (Sued Deutsche Zeitung 3.5.2003). Klaus nie zamierza więc przekonywać obywateli, ci są bowiem „wolni i sami zadecydują” (tamże).

Prezydent Republiki Czeskiej wierzy, iż czerwcowa decyzja jego współobywateli będzie na TAK. Warto jednakże odnotować, iż coraz więcej polityków z partii, której był on przewodniczącym i założycielem (czyli najsilniejszej partii opozycyjnej – ODS), mówi przystąpieniu jednoznaczne NIE.

ODS (Obywatelska Partia Demokratyczna) jako taka jest prointegracyjna, ale podobnie jak jej były szef ma wiele zastrzeżeń. W najbliższym czasie Obywatelscy Demokraci zorganizują wielka ideową konferencję w całości poświęconą właśnie temu zagadnieniu. To będzie zapewne dosyć ciekawe wydarzenie, na którym nie zabraknie także prezydenta. Można mieć nadzieję, iż dojdzie tam do zderzenia myśli, przed czym Klaus nigdy nie uciekał, a wnioski mogą być arcyciekawe.

 

Vladimír Petrilák napisane dla "Naszej Polski"


Niemcy mają w Pradze dwie ambasady?

Sudeckoniemiecki Landsmanschaft otworzył 26 marca w Pradze swe biuro. W historycznym centrum stolicy Czech usadowiła się wiec organizacja wypędzonych po drugiej wojnie światowej z Czechosłowacji Niemców Sudeckich. Na uroczystym otwarciu biura pojawił się szef związku, europoseł Bernd Posselt, oraz dwaj czescy senatorowie, wiceprzewodniczący wyższej izby Jan Ruml (Unia Wolności) oraz F.Mezihorak z Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej. Posselt zaznaczył, iż biuro nie będzie centralą propagandystyczną, ale że będzie działało na rzecz dialogu i pojednania niemiecko-czeskiego.

Następnego dnia nieliczne czeskie media poinformowały o tym, iż właśnie zarządca otwartego biura, czyli czeska firma SKS, jest - zdaniem Partii Narodowej (małego pozaparlamentarnego stronnictwa) podejrzany o popełnienie kilku przestępstw. Narodowcy złożyli zawiadomienie o przestępstwie gdyż sądzą, iż funkcjonowanie biura nosi znamiona zdrady stanu, propagandy faszyzmu oraz podżegania do nienawiści rasowej i narodowościowej.

Zadziwia fakt, iż czeskie ministerstwo spraw zagranicznych nic nie wie o działalności ziomkostwa w Czechach. Co więcej - ministerstwo spraw wewnętrznych odmówiło rejestracji z powodu braków formalnych w podaniu o rejestrację ziomkostwa. Landsmanschaft, zdaniem ministra S.Grossa - socjalistycznego szefa resortu spraw wewnętrznych, prowadzi nieczysta grę: “Gdyby ziomkostwo chciało postępować w sposób otwarty, to postępowałoby według przepisów” i zarejestrowało się jako zrzeszenie o charakterze międzynarodowym. Tymczasem Niemcy swoje biuro urządzili za pośrednictwem firmy prywatnej. Socjaliści, którzy spotkali się na swoim zjeździe kilka dni po otwarciu biura byli wręcz zbulwersowani obecnością swojego senatora na uroczystym otwarciu kancelarii sudeckoniemieckiej. Minister Gross zapewnił delegatów zjazdu, iż w związku z tą sprawą będzie pilnował, by nie doszło do działań na szkodę czeskich interesów państwowych.

Obecny na zjeździe socjalistów europejski komisarz ds. poszerzenia Unii Europejskiej, Günter Verheugen, nie chciał komentować zaistniałej sytuacji twierdząc, iż dla Unii kwestia czesko-niemiecka jest już załatwiona i problem ten jest bilateralny - czesko-niemiecki.
Lecz skądinąd wiadomo, iż właśnie dzięki takim posłom Parlamentu europejskiego jak B.Posselt, roszczenia Niemców sudeckich mogą znów powrócić na forum europejskie w związku z ewentualnym wejściem Czech do UE.

Sprawę skomentował także czeski prezydent Václav Klaus. W wywiadzie dla lewicowej gazety “Právo” (27 marca) stwierdził, iż praskie biuro sudeckie jest “niestosowne i niepotrzebne.”
Bardzo ostro na otwarcie biura zareagowała opozycyjna Obywatelska Partia Demokratyczna (ODS). Dwaj ministrowie z jej “gabinetu cieni”, I Langer i J. Zahradil, w oświadczeniu prasowym z 27 marca zwracają uwagę na “istniejące ryzyko propagandy kwestionującej ciągłość prawną i ład prawny Republiki Czeskiej”. Szczególnie niebezpieczne jest to, iż Niemcy sudeccy “bagatelizują powstanie i demokratyczny charakter przedwojennej Czechosłowacji” oraz dezinterpretują rezultaty II wojny światowej.
Dlatego ODS stawia rządowi zasadnicze pytania - w oparciu o jakie przepisy oparta jest działalność biura na terytorium Czech? Co zrobi rząd, jeżeli biuro będzie naruszało czeskie prawo?

Jan Zahradil, czeski przedstawiciel w Konwencie Europejskim, głośno wyraża swe obawy przed tym, by “Republika Czeska nie stała się prowincją niemiecko-francuskiego superpaństwa” (Hospodářské noviny, 1.4.br). Istnienie i działalność ziomkostwa sudecko-niemieckiego stawia bowiem pod dużym znakiem zapytania wejście Czech do Unii Europejskiej. Chodzi o roszczenia majątkowe wypędzonych Niemców wobec państwa czeskiego oraz o podnoszoną przez nich kwestię tzw. dekretów prezydenta Beneąa. Otwarcie tej kwestii niesie ze sobą niepewność prawną dla całego obszaru czeskiego pogranicza. Zahradila niepokoi także fakt, iż Niemcy po raz pierwszy od drugiej wojny światowej znalazły się na pozycji antyamerykańskiej (razem z Francją)
Jak widać chodzi o nader wrażliwą kwestię, która pośrednio powinna interesować także Polskę, gdyż niepewność prawna związana z mieniem poniemieckim dotyczy także znacznego obszaru Rzeczpospolitej.
Biuro ziomkostwa, które jego prezes Posselt uważa za sui generis ambasadę, pomimo szczytnych celów, jakie sobie stawia, może stanowić zagrożenie a równocześnie precedens do powstania podobnego biura wypędzonych np. we Wrocławiu.

Vladimír Petrilák, napisane dla www.korespondent.pl , pojawiło się także na witrynie UPR.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

      home  |  aktuality/ aktualności | archiv | politika | O Czechach | O Polsku | Oferta/nabidka | inne/jine | kultura | linky - kontakt