| << z powrotem na stronę O Czechach| home| |
W samochodzie służbowym socjalistycznego posła Josefa Hojdara policja znalazła urządzenie podsłuchowe. Ta wiadomość z 11 listopada (do wykrycia podsłuchu doszło dzień wcześniej) zelektryzowała czeskie media. Czyżby czeska odmiana afery Watergate?
Hojdar
Poseł Hojdar to zdecydowanie nie jest postać tuzinkowa. Jest to przewodniczący gospodarczej komisji Izby Poselskiej (sejmu), ale przede wszystkim jest to ten jeden jedyny socjaldemokrata, którego istnienie spędza sen z powiek premiera Špidly. W 200 osobowej izbie koalicyjny rząd, w którym rolę hegemona odgrywa Czeska Partia Socjaldemokratyczna, dysponuje większością 101 głosu. Latem br. Gabinet opracował pakiet ustaw eufemistycznie określany jako reforma finansów publicznych. W istocie rzeczy chodzi tylko o radykalne cięcia zwłaszcza wydatków socjalnych państwa. A był to właśnie Hojdar, który jako jedyny poseł socjalistyczny miał odwagę wyrazić opinię szeregowych członków partii - pakiet ten jest sprzeczny z nasza polityką, gdyż jest antysocjalny i partia ma przecież w nazwie wyraz socjalny! Hojdar więc został we własnej partii kontestatorem i dysydentem. W lipcu ogłosił wyjście z klubu poselskiego socjalistów i komentatorzy obwieścili koniec większości rządowej w parlamencie. Koalicja utraciła chwiejną większość. Później okazało się, iż ogłoszenie utraty większości było tak trochę na wyrost, bo Hojdar co prawda nie poparł wszystkiego, z czym rząd zwrócił się do parlamentu, ale ustawy przeszły jak po maśle i protest kontestatora ograniczył się jedynie do wstrzymania się od głosu lub warunkowego poparcia dla projektów rządowych. Trzeba też zauważyć, iż osamotniony i przez kolegów partyjnych wyśmiewany Hojdar sam jeden zdołał w pertraktacjach z ministrem finansów wprowadzić drobne zmiany do reformy i w ten sposób nieco złagodził skutki cięć (kosmetycznie).
Tak czy siak rebelujący poseł nie przestawał być kłopotliwy i jego życie uległo dużym zmianom - w parlamencie dawni koledzy odwracali się do niego plecami a we wrześniu ujawniono, iż Hojdar jest celem gróźb. Regionalna gazeta codzienna
Deník Mostecka (ukazuje się w mieście, gdzie Hojdar mieszka) otrzymała list z dwoma łuskami, na których było napisane nazwisko posła Hojdara. Poszkodowany zauważył, iż “wydarzenie to koresponduje z słowami niektórych kolegów w parlamencie. Słyszałem np., że potrzebuję porządnego lania, by mnie wyrzucono z okna itp.” (ČTK 22.9.). Wówczas także policja przeszukała jego biura, gdyż poseł podejrzewał, iż jest podsłuchiwany. Policja niczego nie znalazła.Sprawą zajęła się parlamentarna komisja d. Służb specjalnych, ale ta po zapewnieniu szefów służb orzekła, iż nie ma dowodów na śledzenie przez organa państwowe posła. Niemniej potwierdzono, iż w bliskości posła poruszały się dwa samochody BIS (czyli służby informacyjnej), ale był to podobno przypadek...
A jednak - podsłuch
Listopadowe odkrycie w samochodzie Hojdara to już nie mrzonki. To policyjnie potwierdzony fakt. Sejmowa speckomisja natychmiast zajęła się sprawą – z tym samym rezultatem. Służby zapewniły, iż nie mają z tym nic wspólnego. Ale opozycja ostrzega, iż służby mogą w tej sprawie okłamać nawet premiera (ten 13.11. stanowczo stwierdził: “Państwo nie śledzi Hojdara!”), bo takie maja prawo. Urządzenie podsłuchowe, które zostało znalezione pod tapicerką, zdaniem policji, na pewno nie jest amatorskie. Jedynym miejscem, gdzie można było dokonać montażu urządzenia (wymagało to dłuższego czasu - 45 minut) są garaże parlamentarne. Innej możliwości, zdaniem posła Hojdara, po prostu nie ma.
Podczas gdy czołowi politycy socjalistyczni absolutnie wykluczają możliwość, by za podsłuchem stały służby państwowe, to komendant powiatowy policji w mieście Most (tam urządzenie wykryto) tego nie wykluczył.
W związku z aferą podsłuchową warto zwrócić uwagę na odkrycie opozycji – eksperci Obywatelskiej Partii Demokratycznej w parlamencie alarmowali: w ostatnich czterech latach ilość podsłuchów wzrosła aż pięciokrotnie! Poseł Jan Nečas podsumował dane: “Od 1999 roku do 2003 r. sądy decydowały o 10 000 pozwoleniach na podsłuch, z tym, iż tylko 88 decyzji było odmownych...” Opozycja twierdzi, iż socjalistyczny premier Vladimír Špidla jest pierwszym prezesem Rady ministrów, który znajduje czas na zapoznawanie się z raportami służb specjalnych, w tym i wspomnianych podsłuchów!
Innymi słowy – państwo pod kierownictwem lewicy aprobuje atmosferę szpiegowania, wzrasta znaczenie tajnej policji. Ofiarą tej atmosfery (na razie nie wiadomo kogo konkretnie) został także socjalistyczny poseł Hojdar.
Czy Hojdargate to początek jakiejś większej afery czy też “jedynie” rezultat owej atmosfery szpiegowania, pokaże czas. W każdym bądź razie jest to nader nieprzyjemne dla czeskiej demokracji.
Vladimír Petrilák 14.11.2003
Czeski oddział brytyjskiej sieci supermarketów TESCO STORES nie może dysponować żadnym majątkiem ruchomym i nieruchomym. 2 września sąd rejonowy w Pradze zadecydował, iż majątek firmy zostanie skonfiskowany. Jest to egzekucja decyzji sądu gospodarczego z lipca br. Tesco zgodnie z tą decyzją miało zapłacić dług w wysokości 230 mil koron czeskiej firmie MIC. Spór pomiędzy wierzycielem czeskim i brytyjskim gigantem powstał w 1998 roku, kiedy to Brytyjczycy nie zapłacili za projekt centrum handlowego w Pradze. Wówczas chodziło o ok. 90 mil koron. Sieć supermarketów długu nie uznała. Dlatego o sprawie zadecydował w tym roku sąd gospodarczy i do długu doliczono odsetki oraz koszty procesowe. Tesco natychmiast decyzję sądu rejonowego oprotestowało.
Poza tą sprawą Tesco ma jeszcze co najmniej jedno poważne zmartwienie – Urząd Skarbowy w mieście Hranice na Morawie domaga się od zagranicznej firmy prawie 150 mil. koron z tytułu niezapłaconych podatków.
vp.